Zakochani w Bogu i Jego dziełach

Pani nie jest realistką, w książkach powołuje się Pani na Boga – powiedziała z wyrzutem pewna kobieta. Nielogiczne, nierozsądne i nieuczciwe byłoby korzystać z darów natury i jednocześnie milczeć na temat ich Stwórcy – odpowiedziałam. Świat stworzony przez Niego jest realny, możemy go dotknąć, powąchać, zauroczyć się mistrzostwem Jego wykonania.

Dlatego też wierzący to realni ludzie, żyjący w realnym świecie, pokonujący jak wszyscy inni problemy, które stoją na ich drodze do Domu Ojca. Problemy zaś ma każdy i wierzący, i niewierzący.
Tylko niektórzy ludzi wygodnie siadają przed życiem jak przed własnym domem i czekają na swój zachód słońca. A zachód nadejdzie w odpowiednim czasie i o określonej porze. Dokąd go więc nie ma, należy zmagać się życiem, siłować i nie poddawać bez walki. Często sama walka daje więcej zadowolenia niż ostateczny jej rezultat.
Życie nie jest łatwe i nie jest pozbawione problemów. I być może dlatego jest ciekawe, że często udaje się nam pokonać niepokonane. Pokonać samego siebie, swój strach, swój życiowy problem.

Jednak coraz częściej ludzie kochają życie łatwe, na skróty. W reklamowym świecie wmawia się, że życie ma być proste, beztroskie. Im więcej luzu, tym życie będzie barwniejsze, ciekawsze, wartościowsze. Jednak należy zdawać sobie sprawę z tego, że droga na skróty może kryć wiele niebezpieczeństw. Zdołaliśmy się niejednokrotnie o tym przekonać.
Coraz częściej też wielu ludzi odchodzi od swoich korzeni, uważając, że człowiek nowoczesny to człowiek wolny. Wolny od odpowiedzialności za siebie, rodzinę, najbliższych. Stąd modne stały się wolne związki.

Wolność to odpowiedzialność aż do bólu. Wtedy i tylko wtedy człowiek jest wolny, jeśli jest odpowiedzialny za siebie, drugiego człowieka i za całe istniejące życie na Ziemi.

Nie ma więc wolności bez odpowiedzialności. Człowiek odpowiedzialny musi być realistą, musi realnie ocenić sytuację, w której się znajduje i realnie myśleć, żeby żyć, żeby też rozwiązywać nawet najtrudniejsze zadania. I najtrudniejszy egzamin jest do zdania, tylko należy się do niego odpowiednio przygotować. Pokonując więc problemy, stajemy się bogatsi duchowo, zdobywamy mądrość życiową, a tej niestety w tańcu nie posiądziemy, tylko w trudach życia. Realizm nie jest więc przypisany tylko ludziom niewierzącym, on dany jest po prostu człowiekowi. Trudno odmówić realizmu królowi Władysławowi Jagiełło, gdy prowadził rycerzy na bój z Krzyżakami. A jednak pomimo doskonałej, przemyślanej taktyki wojennej, pokornie błagał Boga o ojcowskie wsparcie w walce o sprawiedliwość i o wolność. Nikt też nie odmówi hetmanowi Janowi Karolowi Chodkiewiczowi realizmu, gdy przez kilka miesięcy trwał z rycerzami pod Chocimiem. I bez Boga trudno byłoby mówić o zwycięstwie, jakaż wielka siła trzymała ich na stanowiskach, gdy konie padały z głodu, a jedynym pożywieniem rycerzy niejednokrotnie były liście dębowe.

A król Jan III Sobieski idący z odsieczą Wiedniowi, pomimo doskonale wyćwiczonej armii, męstwa, którego nigdy naszym nie brakowało, transportu kurdybanka, który miał chronić rycerzy przed rozlicznymi zarazami, to bez Boga nie ośmielił się nasz narodowy bohater stanąć do walki z niewiernymi.
A ci na Westerplatte, na Monte Cassino, pod Tobrukiem realnie walczyli o swoją ojczyznę i realnie po zakończeniu wojny wielu z nich pozostało na emigracji z dala od rodziny. Tam na obcej ziemi musieli być realistami, a mimo to Matce Bożej powierzali swój tułaczy los.

Realistą też był św. Maksymilian Kolbe – całe swoje życie poświęcił Niepokalanej, wszystko dla Niej, aż do śmierci.
Gdy ktoś zapytał go, gdzie jest Niepokalana, odpowiedział, że jest wszędzie, cały Niepokalanów należy do Niej. W każdym słowie dobrotliwego ojca, każdym uśmiechu, każdym czynie widać było Niepokalaną. I nawet wtedy, gdy zdawało się, że nienawiść triumfuje, on siał miłość. Drobny, schorowany człowiek, realista obdarzony mocą działania.
Warto pojechać więc do Niepokalanowa, warto obejrzeć dzieło ojca Maksymiliana, chociażby po to, by uwierzyć, że można tak wiele uczynić dla siebie, narodu i ojczyzny.
Jednak do stworzenia dzieła na nasze czasy potrzebna jest zgoda narodowa na uczciwą pracę, zgoda na sprawiedliwość, odpowiedzialność, miłość, a nasze kłótnie i spory ojczyźniane, nasze wady i przywary winny przejść do historii.

Realista więc to człowiek, który nie spiera się z Bogiem, tylko realizuje Jego misję miłości. Potrzebni są więc nam tacy realiści, by świat inaczej zaczął wyglądać, by nieco zmienić jego tory, bo w złym kierunku i po niewłaściwych torach nowoczesna cywilizacja się porusza. Wszechobecna chemia bezlitośnie niszczy ziemię, która coraz częściej rodzi niezdrowe, chemiczne pożywienie. To zaś niszczy nie tylko ciało człowieka, ale również jego ducha. Z mnożącymi się chorobami nie radzą sobie najlepsi specjaliści. A lekarstw im przecież nie brakuje, ale niestety nie rozwiązują one problemu zdrowia. I nie rozwiążą, bowiem nikt jeszcze nie wymyślił tabletki od naprawy uszkodzonej przez człowieka natury – a właśnie tam tkwi źródło straszliwych chorób, które nękają ludzkość.
Dlatego należy zjednoczyć siły ludzi prawych, mądrych i odpowiedzialnych za życie na naszej planecie i zacząć wszystko naprawiać od podstaw.

Jestem zakochana w Bogu i Jego dziełach i uważam, że cywilizacja winna być budowana w zgodzie z prawami natury, czyli tak ją należy rozwijać, żeby nie szkodziła przyrodzie, nie zagrażała życiu na Ziemi. Nie można tworzyć postępu dla postępu, postępu, który tworzy człowiek przeciwko sobie. Ma być taki postęp, żeby służył człowiekowi, ulepszał jego życie, ale nie zagrażał jego zdrowiu i życiu. Wystarczyłoby jedno pokolenie ludzi uczciwych, odpowiedzialnych, którzy pracowaliby dla rozsądnych rozwiązań dla Ziemi Matki, a tym samym dla siebie i wcale nie musielibyśmy martwić się o przyszłość naszej planety. Słyszałam kiedyś apel uczonego, by światowe mocarstwa przekazały duże pieniądze na podbój kosmosu, szczególnie na badania dotyczące Marsa, by tam można byłoby od początku stworzyć cywilizację. Udowadniał swoje stanowisko tym, że nadejdzie taki moment, że na Ziemi dla człowieka nie będzie warunków do życia. Proponuję więc inaczej, te pieniądze przeznaczmy na mądre gospodarowanie Ziemią, zadbajmy o naszą Matkę Rodzicielką, a ona sama zapewni nam dostatnie miejsce do życia. Takim tropem winniśmy pójść. Ale nauka rozpędziła się do zatracenia. W laboratoriach, w oderwaniu od życia opracowuje się coraz bardziej wymyślne technologie, które z naszym zdrowiem i ze zdrowiem Ziemi nie mają nic wspólnego. Coraz silniejsze tabletki i coraz silniejsze choroby, coraz mocniejsze środki ochrony roślin i coraz mocniejsze szkodniki. Obniża się więc skutecznie odporność człowieka, roślin i drzew, tym samym pozbawia się naturalnej siły do życia. Cierpi ziemia i wszystkie bezbronne istoty ją zamieszkujące.

Bracia Golcowie w jednej ze swoich piosenek śpiewają, że dali im dyplomy, ale „dusę” zabrali. Po tę „dusę” musimy wrócić do natury – dyplomy są nam potrzebne, żeby umiejętnie połączyć zdobytą wiedzę z mądrością natury. Sama zaś wiedza bez „dusy” jest bezwartościowa, złowroga, niszcząca dzieła Stwórcy Najwyższego.

Warto więc tak jak św. Maksymilian Kolbe tworzyć cywilizację miłości, szczęście całej ludzkości w Bogu poprzez Niepokalaną. Wzór do naśladowania mamy blisko, bowiem w centrum Polski, w Niepokalanowie istnieje świat tworzony według życzliwych zasad cywilizacji miłości – świat wolny od nienawiści, wolny od żarłocznej, nowoczesnej cywilizacji. Człowieka Maksymiliana Kolbe już w tym świecie nie ma, niestety cywilizacja nienawiści i takiego kwiatka Bożego nie oszczędziła, ale pozostał św. Maksymilian Kolbe. Warto zapytać go, w jaki sposób tworzyć coś wielkiego z niczego, wszak zapewniał, że po śmierci uzyska jeszcze większą moc działania, bo jego dwie ręce staną się wolne. Za życia jedną ręką musiał zawsze kurczowo trzymać się swojej Niebieskiej Mamusi, bo droga, którą go wiodła, oświetlona była miłością, mądrością, uczciwością i odpowiedzialnością.

Jak potężna jest miłość, skoro wyzwala w człowieku tak ogromne możliwości, otwiera pokłady, które normalnie zasychają w uśpieniu, a miłość jak ożywiający wiosenny deszcz przynosi życie, zaczyna wszystko się zielenić, następnie kwitnąć, by wreszcie w odpowiednim czasie wydać owoce. Taka była miłość ojca Maksymiliana Kolbe – wszystko od Boga i wszystko dla Boga poprzez Niepokalaną.